Pamiętam dokładnie ten moment, kiedy pierwszy raz podjechałam taksówką pod Asterias Beach Hotel. Było południe, słońce grzało jak przyzwoity piekarnik nastawiony na 200 stopni, a recepcjonista w białej koszuli wręczył mi schłodzone limonkowe lody z tacki, zanim jeszcze zdążyłam wymówić swoje nazwisko. Pomyślałam wtedy: no dobra, może być. Cztery lata mieszkam na Cyprze, setki razy mijałam tę charakterystyczną białą bryłę przy drodze do Cape Greco – i dopiero w 2026 roku postanowiłam sprawdzić od środka, co tak przyciąga tu Polaków.
Bo przyciąga ich naprawdę wielu. Asterias Beach Hotel regularnie pojawia się w polskich grupach na Facebooku poświęconych Cyprowi, w zapytaniach na forach i w rankingach polskich touroperatorów. Chciałam zrozumieć, czy ta popularność wynika z czegoś konkretnego, czy tylko z siły przyzwyczajenia i sprawnego marketingu.
Lokalizacja: między Ayia Napa a dziką przyrodą
Hotel stoi przy ulicy Kryou Nerou, dosłownie kilkaset metrów od wejścia do Parku Narodowego Cape Greco. To jeden z jego największych atutów – i jednocześnie źródło pewnego paradoksu. Z jednej strony masz pod nosem jedne z najpiękniejszych klifów i zatoczek na całym Cyprze, z drugiej – centrum Ayia Napa z jego klubami, Market Street i tawerną za tawerną jest stąd jakieś 3,5 km.
Grecian Bay, ta słynna zatoczka z turkusową wodą i skałkami, leży dosłownie 10 minut spokojnego spaceru. Dla mnie, jako kogoś, kto ceni ciszę i widoki, to lokalizacja idealna. Dla singla szukającego nocnego życia – już niekoniecznie. Taksówka do centrum to około 5-7 euro w jedną stronę, bus numer 101 zatrzymuje się przy hotelu i jedzie do centrum w 15 minut, bilet kosztuje 1,50 euro.
Plaża hotelowa jest prywatna, leżaki i parasole wliczone w cenę (przy opcji all inclusive), ale – i tutaj uwaga – kamienista zejście do wody wymaga butów do pływania. Tego nie piszą w folderach, a szkoda. Woda jest absolutnie krystaliczna, przezroczysta do 8-10 metrów głębokości, co każdy nurek doceni. Snorkeling na własną rękę to tutaj prawdziwa uczta.
Pokoje: komfort bez rewelacji
Asterias to hotel czterogwiazdkowy i na tym poziomie utrzymuje się konsekwentnie – ani nie zachwyca, ani nie rozczarowuje. Pokoje standardowe mają około 28-32 m², balkon wychodzący albo na morze, albo na ogród. Zdecydowanie warto dopłacić za widok morski – różnica w cenie to zazwyczaj 15-25 euro za noc, ale widok na tę wodę o wschodzie słońca jest wart każdego centa.
Wyposażenie jest solidne: klimatyzacja z osobnym sterowaniem (wielkie brawa, bo w cypryjskim lipcu to kwestia przeżycia), minibar, sejf, telewizor z polskimi kanałami (tak, jest Polsat i TVP – sprawdziłam). Łazienki są czyste, prysznic ma porządne ciśnienie wody, ręczniki wymieniane codziennie. Nic rewolucyjnego, ale standard utrzymany.
Pokoje Superior i Junior Suite to już inna liga – więcej przestrzeni, głębsza wanna, oddzielna strefa wypoczynkowa. Jeśli jedziecie w dwie osoby na tydzień i macie budżet, Junior Suite przy morzu to jedna z lepszych decyzji, jaką możecie podjąć. W 2026 roku ceny tych pokoi w szczycie sezonu (lipiec-sierpień) zaczynają się od około 180-220 euro za noc przy opcji all inclusive.
Klimatyzacja i cisza nocna
Jedna kwestia, o której muszę napisać wprost: pokoje od strony basenu bywają głośniejsze wieczorami, szczególnie w trakcie animacji. Jeśli zależy wam na spokoju po 22:00, prośba o pokój od strony morza lub ogrodu to konieczność, nie kapryś. Recepcja zwykle to rozumie i stara się pomóc, ale warto zaznaczyć to przy rezerwacji.
Jedzenie i opcja All Inclusive: uczciwa ocena
Tu zaczyna się najciekawsza część. Przez cztery lata na Cyprze przyzwyczaiłam się do pewnych standardów kulinarnych – i muszę przyznać, że Asterias Beach Hotel wypada powyżej średniej w swojej kategorii cenowej, choć daleko mu do doskonałości.
Śniadania są naprawdę godne uwagi. Stół bufetowy pieni się od lokalnego halloumi smażonego na żywo, świeżych warzyw, kilku rodzajów oliwek, jajecznic, naleśników i wyrobów piekarniczych z cypryjskiej piekarni – to robi wrażenie. Kawa espresso z porządnej maszyny, nie z termosu. Jogurt z miodem tymiankowym (ten z Troodos, nie z dyskontu) – to jest szczegół, który zapamiętałam i który mówi dużo o podejściu hotelu.
Obiady i kolacje w systemie all inclusive to już bardziej skomplikowana historia. Bufet jest bogaty ilościowo, ale jakość poszczególnych dań jest nierówna. Cypryjskie specjały – kleftiko, stifado, fasolada – wychodzą całkiem nieźle, smakują jak coś, co ktoś tu naprawdę ugotował, a nie tylko rozgrzewał. Natomiast międzynarodowe dania w stylu pizza czy pasta to już typowy hotel-standard, bez żadnych aspiracji na więcej.
Komentarze (3 komentarze)